Dzisiejszy wpis będzie uzasadnieniem dla wszelkich cyrków związanych z założeniem tego bloga (a jest ich niemało). Jednym z powodów, dla których uważam, że warto, stała się misja pewnego doinformowania osób zainteresowanych studiowaniem międzywydziałowo. Otóż ktoś, kto kiedykolwiek miał styczność z instytucją studiów międzyobszarowych (przynajmniej na tym a nie innym uniwersytecie), potknął się z pewnością o problem braku wystarczających informacji praktycznych.

 

Pomijając już fakt, że problem ten dotyka studentów uczelni państwowych generalnie, są trzy przyczyny tego niedoinformowania. Albo po prostu poczucia, że jest się niedoinformowanym. Po pierwsze, ludzie lubią wiedzieć więcej, niż w danym momencie potrzebują. Daje to poczucie bezpieczeństwa i zmniejsza prawdopodobieństwo paniki w ostatnim momencie przed deadlinem. Po drugie, na roku MISH na naszej uczelni jest około 30 osób (zamiast kilkuset), które w dodatku tak naprawdę studiują osobno (spotykając się tylko na zajęciach modułowych, kołach itd.) Dlatego szansa na to, że wśród naszych znajomych znajdzie się jakiś student tego dziwnego tworu, jest proporcjonalnie mniejsza. Po trzecie i chyba najtrudniejsze do ominięcia, są to studia o indywidualnym trybie, więc wszelkie terminy i procedury ogólnie obowiązujące na uczelni studentów MISH omijają.

Niedoinformowanie dotyka nie tylko kandydatów i studentów, ale i władze kierunku. Przykład? Ostatnio zdziwiłam dyrektora MISH informacją, że filologia romańska nie znalazła się na liście kierunków do wyboru w ramach studiów międzykierunkowych. Co więcej, w sekretariacie potwierdzono tę informację. A przecież jak to nie ma romanistyki, zawsze była, są studenci! Na informację o rozwiązaniu sprawy nadal czekam.

Regulamin studiów też okazał się już nieaktualny. Zdezaktualizowała go ostatnia reforma o płatnościach za studia stacjonarne na drugim kierunku, która wnosi, że aby mieć możliwość bezpłatnego studiowania kierunku, którego program studiów międzywydziałowych na moim uniwersytecie nie obejmuje, muszę – kończąc pierwszy rok – uplasować się ze swoją średnią ocen wśród 2,9 najlepszych studentów z mojego roku. W sensie 10 procent…

W jednym z portali społecznościowych mamy grupę naszego roku, w której udziela się kilka osób z roku wyżej. Mówią, że panikujemy i że mamy się cieszyć wakacjami, a przez pierwsze pół roku i tak nie będziemy rozumieć, co z czym, gdzie i jak. Tą optymistyczną wizją ratuję ostatnie dwa tygodnie sielanki. I czekam na pierwsze uniwersyteckie starcia!