Zawirowało, popadał śnieg, 200 kartek w kratkę poooosz-ło, i oto jestem w ponad miesiąc po rozpoczęciu roku akademickiego. Plan ułożony, żyćko też. I nawet nieźle się trzymam…

Wbrew obrazkowi na górze – jestem zadowolona. Się nie nudzę, nie mam czasu. Mam we łbie projekty trzech prac do napisania, wiecznie coś do czytania, zapewniony ruch (750 metrów między Maius a Novum, ale zawsze), dużo czekolady i niemocy niczym z procy.

I

Szykuje się nam supehrsupehr – projekt. Temat: wielokulturowość na przykładzie Bałkanów.

Dr D: co Państwo wiedzą o Bałkanach?

Śmietanka elit w latach młodzieńczych: że są, i że wojna, i że była Jugosławia.

Z drugiej strony studenci slawistyki i mistrzynie albańskiego. Zapowiada się brutalne poszerzanie horyzontów. U mnie też…

 

II

Czwartkowe popołudnie, nauka o współczesnym języku polskim, ćwiczenia. Kto ma wiedzieć ten wie, że autorka bloga ma niedorozwinięte wędzidełko i w związku z tym każdy rower to u niej jowej, a każdy rabarbar to kupa śmiechu. Dodam, że byłam w miarę przygotowana.

prof. S: proszę podać spółgłoski drżące.

ja: ale ja nie jestem w stanie wymówić tej głoski.

prof. S.: no ale jak to, proszę powiedzieć…

ja: nieudolne próby prawidłowego wydrżenia głoski [r]

prof. S.: to Pani chodzi o to francuskie…?

ja: … :(

prof. S.: seria anegdotek o osobach z wadami wymowy

Nie zaliczę, nie zaliczę, nie zaliczę tego przedmiotu…

 

Podsumowując…

Jestem wolny jak taczanka na stepie, zwłaszcza w kontekście faktu zmarnowania 5(!)-dniowego weekendu na wsumieniewiemco. Ale jest dobrze. Będzie dobrze. Z tego miejsca pozdrawiam panią z sekretariatu, która jeszcze nie wie, ile dni po terminie oddamy plany zajęć…